Wiecie, co sprawia mi wielką radość prowadząc własną firmę? Zadowolenie klientów. Serio, nie jest to taki slogan, którego używa się zawsze i trochę bezmyślnie. Ja się naprawdę tym cieszę. Choć moje produkty podróżują po całym świecie, to z każdą kupującą osobą tworzę jakiś rodzaj relacji. I wiem, że kupowanie przez Internet, choć jest znacznie szybsze i prostsze niż kręcenie się po galeriach,, to niesie też ze sobą większe ryzyko. Można się naciąć na piękne zdjęcia, wyjątkowe  promocje i wiele marketingowych sztuczek… W efekcie przychodzi do nas towar, który mocno odbiega od naszych oczekiwań. 

Detale mają znaczenie

Wystrój wnętrz jest bardzo delikatną materią, w przypadku której drobna różnica może wprowadzić kolosalną zmianę. Jeśli zamawiasz produkt premium, a zamiast tego otrzymujesz coś raczej ze średniej półki, to taki dodatek położy całe wysiłki związane z aranżacją danej przestrzeni. Dlatego czuję na sobie odpowiedzialność, która pojawia się z każdym zamówieniem. Z tego samego powodu bardzo się cieszę, gdy ktoś pisze do mnie: “Pani Aniu, to jest przepiękne!”. Jeśli wysyłam paczkę, zwłaszcza tę w daleki świat, którą w razie czego nieco trudniej jest zwrócić, to niemal słyszę westchnienie ulgi, gdy ktoś paczkę otwiera i widzi, że produkty od Tavana Studio są tym, czego chciał… a nawet są lepsze od wyobrażeń. I tak, cieszy mnie to! Szczerze cieszę się z tego, że moje produkty nie zawodzą, że dają radość, że ozdabiają tyle różnych miejsc. 

Znajomi jako klienci

Czasem kupują też ode mnie moi znajomi. Im bywa trochę łatwiej w kwestii wyboru, bo często mają okazję wcześniej te produkty gdzieś dotknąć, zobaczyć – np. w moim domu. Szczególnie jednak rozbawiła mnie historia pewnej znajomej, która sprzedaje dom. Nasza wspólna znajoma, która jest agentką nieruchomości (znana Wam już Terra Fanin) zarządziła home staging nieruchomości, podczas którego na oknach powiesiła zasłony Tavana Studio. No i sytuacja zakończyła się tak, że znajoma nr 1 oświadczyła mi, że nie odda mi już tych zasłon! 😉 Nawet nie negocjowałam, nie próbowałam przeforsować pomysłu na okup… Wiedziałam, że to się nie uda. 

Zasłony – mała wielka zmiana

Rzecz nie jest tylko o tym, że to były ładne zasłony. Chodzi o to, że te proste i eleganckie zasłony podkreśliły urodę wnętrza. I nagle salon stał się bardziej przytulny, nagle wszystkie drewniane elementy nabrały nieco więcej ciepła, nagle “zrobiło się bardzo domowo i miękko” – jak to określiła moja koleżanka. I ja tak sobie myślę, że to właśnie jest super moc lnianych zasłon i ogólnie – szerzej – dodatków. One same w sobie są proste, skromne, oszczędne w formie, ale dzięki temu podkreślają wszystko, co znajduje się w ich okolicy. Wydobywają kolor, zmiękczają wnętrze, czynią je urokliwym w ten specyficzny sposób, który nazywamy “domowym”. Myślę, że wiesz co mam na myśli gdy o tym piszę. Osobiście uważam, że właśnie ta zdolność zasłon sprawia, że tak bardzo ludzie kochają te lniane dodatki. Nazwałabym to “mocą prostoty”, co w ogóle wydaje mi się ładnym hasłem na nasze czasy. Lubimy komplikować i kombinować, ale… czy zawsze musimy? 😉 

Podobne wpisy